Image Hosted by ImageShack.us

Sekcja Sztuki Współczesnej Katedry Historii Sztuki Uniwersytetu Łódzkiego Home    -   Forum   -   Księga Gości   -   Kontakt
  O nas |Działalność |Realizacje |Projekty |Nasze pisanie |Wywiady  
   

Image Hosted by ImageShack.us

 
 
Absolwenci
Galeria
Linki
 
 
Nowości

Rozpoczął się rok akademicki 2006/2007. Mamy nadzieję, że i w tym roku uda nam się zrobić coś ciekawego. Zapraszamy !!

 
Nasze pisanie

Image Hosted by ImageShack.us

W worku Kantora znalazłam...

 

„Worki należą w hierarchii przedmiotów do najniższych i jako takie stają się lub mogą się stać niemal bezprzedmiotową materią.”[1] – pisał Tadeusz Kantor – i jako taka idealnie nadają się do kształtowania, można w nie wszystko owinąć, a także dużo do środka zapakować, mogą być puste w środku lub wypełnione po brzegi, można z nich wysypywać i do nich wkładać różne przedmioty czy ludzi. Worki nie mają kształtu i przez to świetnie nadają się do ambalaży. Szare zwyczajne płótno świetnie wpisuje się w sztukę Przedmiotu Biednego, stary powycierany, zużyty worek jest właśnie takim.

W sztukach Kantora odnaleźć możemy kilka postaci, które albo mają worki ze sobą bądź ich stroje składają się z worków, lub też ubrani są w worki. Te bezkształtne bagaże-worki przytłaczają ich swoją wielkością i niewiadomą zawartością. Worki wysypują się z szaf pełne, po prostu pełne, bo ich zawartości nie znamy.

W spektaklu Kurka Wodna[2] odnajdujemy postać z workiem – jest to dziewczyna, która wlecze ogromny wór papierowy wypchany kolosalną masą kwitów. Rozgrzebuje, sortuje, szuka, czyta, coś sprawdza, szuka kwitu – krzyczy nie mogąc go znaleźć. Potem kładzie wór z kwitami na stole i wszystko z niego wysypuje. Zachowuje się jak oszalała, jej worek jest jej ciężarem, wariactwem, z którym się zmaga. Inna postać – mężczyzna – ma kostium uszyty z worków, wypełnionych, utrudnia on mu poruszanie się, ten kostium jest jego bagażem, a jednocześnie on sam staje się bagażem. Jeszcze inny to Człowiek z Workiem i jego niewiadomą zawartością, czyli również bezkształtną masą worka.

W Górach z kolei: „Dzieci sieroty jak zawsze/ opakowane w białych/ workach”[3]. Czy białość wynika tu z niewinności, czy worek ma tu być opakowaniem nieukształtowanych  jeszcze dzieci? Trudno powiedzieć zupełnie inaczej bowiem wykorzystuje Kantor białe worki w Szewcach: „Generał, Minister i Tordegueule wchodzą (...) pchając przed sobą małe platformy na kółkach, z przymocowanymi z tyłu palami, na palach przybite tabliczki, na platformach leżą białe worki. Jest to rodzaj przenośnych miejsc stracenia”[4] W te worki tytułowi Szewcy szarpiąc się zostają opakowani, a następnie przymusowo wyszorowani. Ich ciała są bezkształtne, bezforemne, a oni szamoczą się nadaje im to jeszcze bardziej nieporadny wygląd.

Kantor w zapiskach z 1957 stwierdził: „Postacie aktorów, ich ciała i ruchy, wszystkie ich stany/ psychiczne i uroki,/ tę najwyższą esencję gry scenicznej/ ukryłem w ogromnym, czarnym/ worze,/ i jego kurczowym ruchom powierzyłem/ uczucia, namiętności i konflikty.../ Trzeba było na to dużo determinacji i jakiejś wiary/ w możliwości przelewania życia przez aktorów/ na martwe przedmioty.”[5]  W ten sposób nieżywe worki stają się ożywioną bezkształtną opakowaną formą. Szarą i biedną, ale żywą przez grę aktorów, którzy dają jej ruchy i gesty. W ten sposób następuje scalenie aktora z jego kostiumem, a jednocześnie sam kostium staje się aktorem. Przedmiotem-Aktorem. Poprzez opakowanie aktora w worek, kostium czy bandaże artysta nadaje mu nowy wymiar, nowe skojarzenia, nową rolę. Ten worek staje się również dla niego wyzwaniem, z którym musi się zmierzyć.

Jak napisał on sam: „Tą moją metodą opakowywania wykonałem portret najdroższej mi osoby, mojej Matki. Od młodości do grobu.(...)” Ten portret z 1976 r. poprzez wykorzystanie zwykłych worków i fotografii jego matki jest oryginalnym pomysłem. Kantor tak opisuje swoją pracę: „Wizerunki mojej matki, fotografie, umieściłem na woreczkach, które znajdują się na straganach. Może być w nich groch, fasola, pszenica, a w tych woreczkach jest ziemia. Woreczki umieściłem w pudle, które można wystawić w małym sklepiku, w małym miasteczku. Na przykład w Wielopolu wystawiano w pudłach tego rodzaju woreczki w sklepach [...]”[6] Worek występuje tu jako przedmiot biedny, a jednak bogaty w mnogość skojarzeń, naładowany nimi, naznaczony istnieniem osoby, która odeszła.

Prowadząca kurs, dr Dominika Łarionow na zajęciach opowiadała o swoich refleksjach dotyczących śmierci jej matki i przedmiotach przez nią pozostawionych... powiedziała: „Państwo są jeszcze młodzi, nie doświadczali jeszcze czegoś takiego...”, ja już wtedy miałam dużo doświadczeń za sobą, a następnego dnia dowiedziałam się jak to jest kiedy patrzy się na rzeczy, które zostały po mamie. Wtedy te słowa odbiły się echem i wróciły do mnie. Wszystkie zostały tutaj, tak namacalne, wypełniają szafy, półki, ale najbardziej myśli. Każdy z przedmiotów ma swoją historię, symbolikę, którą znam tylko ja; gesty, słowa, miny, tak bardzo nieobecne, a jednocześnie tak żywe.

Portret Matki Kantora odbieram zbyt osobiście, daleko mi do obiektywizmu, ale dla mnie jest on tak naładowany symboliką, że nie umiem się wobec tego zdystansować.

Ja do pierwszego worka włożyłabym mąkę... moja mama uwielbiała piec i gotować i robiła to świetnie... eksperymentowała. Do drugiego włożyłabym jakieś ziarna albo sadzonki roślin, mama dobrze znała się na roślinach, potrafiła z małej wyrzuconej łodyżki wyhodować piękną pelargonię. Do trzeciego worka włożyłabym włóczkę tkacką – mama skończyła ASP w Łodzi na wydziale tkaniny. Do czwartego włożyłabym książki, różne, bo miała sporą wiedzę. Do piątego włożyłabym przyrządy medyczne i lekarstwa, mama zawsze wiedziała na co chorujemy, nawet jeśli lekarz nie wiedział. Do szóstego worka nic bym nie włożyła, to worek na świetne pomysły, których mama miała pełno.

Po co to piszę... bo rozumiem tą jego pracę lepiej niż kiedykolwiek i ktokolwiek. Czuję to co on czuł. Poprzez te worki z ziemią pokazał swoje wielkie przywiązanie do matki, połączył ją z małym miasteczkiem, w którym się wychował, z dzieciństwem i wspomnieniami. Opakował ziemię, która również daje życie, w zwyczajny worek, taki jak być może mógł znaleźć w swym rodzinnym domu, w kuchni swojej matki. Schował w nim uczucia i pamięć po niej. Jak sam mówił: „Uzyskałem efekt, który zawsze chcę uzyskać w teatrze ażeby ludzie płakali. Podkreślam, że to można uzyskać tylko przez akt pewnego przekroczenia konwencji moralnych, psychicznych...”[7]

Może podchodzę do Kantora zbyt osobiście, ale nic nie poradzę na to, że już zawsze będzie mi się kojarzył z odejściem mojej mamy. Jego sztuka pełna jest śmierci i przemijania a dla mnie Kantor i jego sztuka to bezpośrednie skojarzenie ze śmiercią, tak bardzo bolesną bo bliską.

W sztuce Tadeusza Kantora odnalazłam niewiele worków, dlatego zdziwiło mnie jak wiele znaczeń można z nich wydobyć. Są przedmiotami biednymi, wykorzystanymi przez artystę do urzeczywistnienia jego idei sztuki. W ich zwyczajność i codzienność można zapakować wszystko, nie tylko inne przedmioty, ludzi, ale i wielość symboliki ambalaży jaką operuje Kantor. W jego sztuce to ciągle zwykłe kawałki tkaniny, w które można coś zapakować, on jednak poprzez taką zwykłość potrafi im nadać niesamowity, bolesny, komiczny, czasem wzruszający nowy wymiar tej zwyczajności. Poprzez opakowanie Kantor jak w starej dziecięcej zabawie „w torebce babuni znalazłam...” wyszukuje w swoich workach tego czego my jeszcze nie dostrzegliśmy a co dzięki niemu staje przed naszymi oczami bogate choć biedne, barwne choć szare. Ja w worku Kantora znalazłam ciągle żywy ból, ale i ciężar tej ludzkiej podróży, na której początku dopiero jestem.


[1] Teatr „I”, Worki [w:] T. Kantor, Metamorfozy, teksty o latach 1934-1974, t. I oprac. K. Pleśniarowicz, Cricoteka, Ossolineum, Wrocław 2005 s. 429

[2] Kurka Wodna Akt I [w:] Tamże s. 398-399

[3] Teatr „I”, Góry Wykonanie 7.08.[19]69 Bled [w:] Tamże s. 441

[4] Szewcy II Akt, Sekwencja I Więzienie [w:] Tamże s. 514-518

[5] Ambalaże, [w:] Tamże, s. 29

[6] K. Pleśniarowicz, Z Wielopola w świat [w:] K. Pleśniarowicz, Kantor, A to Polska właśnie, Wrocław 1997, s. 39

[7] Tamże, s. 39

 

Bibliografia:

T. Kantor, Metamorfozy, teksty o latach 1934-1974, t. I oprac. K. Pleśniarowicz, Cricoteka, Ossolineum, Wrocław 2005

K. Pleśniarowicz, Kantor, A to Polska właśnie, Wrocław 1997

 

Adelina Frydel


Recenzja z wystawy monograficznej Tymona Niesiołowskiego,

6.10 - 31.12.2005,

Muzeum Okręgowe w Toruniu.

 

 Trudno pisać o twórczości Niesiołowskiego w czasach, gdy kryterium oryginalności dzieła, choć już nie dominuje, jest nadal słyszalne.

Polska plastyka właściwie od zawsze rozpatrywana była na tle europejskich nurtów i tendencji artystycznych, z zastrzeżeniem jej lokalnego charakteru. Sytuację polskiej sztuki tłumaczono rzeczywistością historyczną, w której nie mogła powstać bądź też -w późniejszym czasie- rozwinąć się oryginalna myśl twórcza. Na import zachodnioeuropejskich wzorców wpływał fakt, iż wielu twórców polskich kształciło się na zachodnich akademiach, m.in.: paryskiej École des Beaux-Arts czy Akademii Monachijskiej. Przebywając w ówczesnych ośrodkach rozwoju sztuki młodzi artyści przesiąkali nowymi ideami i zawierali międzynarodowe znajomości, co owocowało przenoszeniem nowatorskich trendów na grunt polski. Stąd też wynikał fakt ogólnego zapóźnienia sztuki polskiej, co szczególnie zaczęło być widoczne w przypadku impresjonizmu i nurtów z niego wynikających.

Twórczość Niesiołowskiego stanowi potwierdzenie tego faktu. Prace artysty były ilustracjami jego osobistych zachwytów i inspiracji malarskich, poczynając od lat studenckich, gdy był pod wpływem nauczycieli: Mehoffera i Wyspiańskiego, poprzez de Chavannesa, Gaugina, Picassa i Modiglianiego, by wymienić tylko niektórych. Przejmował od nich nie tylko tematy malarskie, ale i styl. Ten, indywidualny u każdego z wymienionych artystów, w pracach Niesiołowskiego przeradzał się w manierę, która niewzbogacona elementem osobistym, po krótkim czasie była zastępowana przez kolejną.                          Na wystawie zorganizowanej przez Muzeum Okręgowe w Toruniu, będącej pierwszą retrospektywą tego artysty, wpływy te są łatwo zauważalne. Układają się w cykle znaczące kolejne inspiracje; słowo to odnośnie twórczości Niesiołowskiego łączy się z innym: „konwencjonalne”, a cały zwrot nabiera pejoratywnego znaczenia. Przechodząc przez kolejne sale wystawowe zwiedzający czeka na element zaskoczenia, indywidualną myśl twórczą, która wzbogaciłaby te ekstrakty z dziejów sztuki europejskiej począwszy od połowy XIX wieku. Niestety, jedyne zaskoczenie, jakie go spotyka nie jest dziełem twórcy, a organizatorów wystawy. Ekspozycja, otwierana przez salę poświęconą biografii artysty i początkom jego twórczości, zorganizowana została bez najmniejszej dbałości o detal. Pomijając nieestetyczne wnętrza muzealne, na których wygląd kuratorka nie miała prawdopodobnie wpływu, w odbiorze przeszkadza nieprzemyślane oświetlenie i rozmieszczenie obrazów na różnych wysokościach ściany.

W Rejsie Marka Piwowskiego pada stwierdzenie, że podobają nam się tylko te piosenki, które już kiedyś słyszeliśmy. Z dziełami plastycznymi dzieje się inaczej. Niestety, dla Tymona Niesiołowskiego.

Katarzyna Jeżowska

dalej>>>

 

 

 
 
 
O nas | Działalność | Realizacje | Projekty | Nasze pisanie | Wywiady
Copyright 2006 ®SSW    Home    -   Forum   -   Księga Gości   -   Kontakt   Template by Finerdesign.com

webadmin > Paulina Bocianowska > art2day@op.pl > 4850387