Image Hosted by ImageShack.us

Sekcja Sztuki Współczesnej Katedry Historii Sztuki Uniwersytetu Łódzkiego Home    -   Forum   -   Księga Gości   -   Kontakt
  O nas |Działalność |Realizacje |Projekty |Nasze pisanie |Wywiady  
   

Image Hosted by ImageShack.us

 
 
Absolwenci
Galeria
Linki
 
 
Nowości

Rozpoczął się rok akademicki 2006/2007. Mamy nadzieję, że i w tym roku uda nam się zrobić coś ciekawego. Zapraszamy !!

 
Nasze pisanie

 

Wybory.pl na Wspólnym obszarze

W ramach projektu W samym centrum uwagi Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie przygotowało ponad trzydzieści wystaw, pokazów i akcji prezentowanych w ośmiu kolejnych odsłonach od listopada 2006 do lipca 2007. Miałam okazję przekonać się, w jaki sposób zorganizowana została I Odsłona projektu, poświęcona pracowni profesora warszawskiej ASP, Grzegorza Kowalskiego oraz wywodzącym się z „Kowalni” artystom.

W centrum uwagi widza miały znaleźć się aż trzy wystawy. Dwie pierwsze łączą się ze sobą, zazębiają, wzajemnie tłumaczą. Mam na myśli „Obszar Wspólny i Własny. Pracownia Grzegorza Kowalskiego 1989-1994” – wystawę przygotowaną przez profesora i kuratorkę Ewę Witkowską oraz „wybory.pl”, której „zwierzchnikami” zostali wychowankowie Kowalni, Paweł Althamer i Artur Żmijewski. W ramach I odsłony zaprezentowano także instalację wideo autorstwa Katarzyny Kozyry „Kara i zbrodnia” pod kuratelą Hanny Wróblewskiej.

 „Historyczna”, retrospektywna właściwie wystawa, w której udział wzięli m. in.  Jacek Adamas, Paweł Althamer, Marek Baliński, Agata Bartczak, Artur Dynowski, Grzegorz Kowalski, Katarzyna Kozyra, Monika Osiecka – Leczew, Mikołaj Miodowski, Piotr Piecko, Tomasz Piłat i Roman Woźniak, będąca faktycznie fotograficzną dokumentacją autorskich ćwiczeń, prowadzonych od wielu lat w pracowni profesora Kowalskiego, to świetny materiał badawczy dla archiwisty badającego sztukę ostatnich dziesięcioleci. „Obszar Wspólny i Własny” proponuje widzowi zamiast „klasycznej” wystawy dzieł „formalnych” – fotografii, malarstwa czy choćby instalacji video - tylko dokumentację wydarzenia artystycznego, które odbyło się kiedyś, bez jego udziału. Nie pyta zatem widza o zdanie; nie poddaje jego ocenie efektów procesu twórczego. Informuje jedynie, że akt tworzenia trwał i został zakończony. Odbiorca może tylko pośrednio uczestniczyć w jego reminiscencji, którą przywołują fotografie. Należy jednak zauważyć, że działania prowadzone w Kowalni nie były właściwie przeznaczone dla szerszego kręgu odbiorców – były przede wszystkim ćwiczeniem dla artystów. Można to wywnioskować, przyglądając się fotografiom i slajdom pochodzącym z realizacji szóstej ćwiczeń Kowalni (rok akademicki 1989/90), zatytułowanej „Vive la liberté!”  i stwierdzić, że nasza obecność, jako świadka naocznego „hinc et nunc” byłaby zupełnie zbędna. W działaniach prowadzonych przez artystów nie jest bowiem najważniejsze DZIEŁO jako element końcowy, jako produkt i skutek pewnego procesu. Esencją działań jest właśnie samo działanie, jego ambiwalentna jakość tworzenia i niszczenia zarazem.

Realizacja „Obszar wspólny, obszar własny” była próbą „porozumienia” indywidualnej kreacji artysty, który kieruje się swoją własną wizją dzieła, powołując je do życia oraz racji, myśli i wyobrażenia wspólnego wszystkim artystom biorącym udział w projekcie. Działania prowadzone były przez uczestników kolejno – każdy następny artysta miał za zadanie stworzyć według własnej koncepcji coś „nowego” z zastanych materiałów i w określonej sytuacji funkcjonowania wcześniej istniejącego już dzieła. Doprowadziło to do paradoksalnej sytuacji interferowania dwóch zjawisk obecnych w świecie sztuki: tworzenia i niszczenia, niweczenia dzieła innego artysty. Ćwiczenie prowadzone przez Kowalskiego stawia na równi akty budowania i burzenia, zdaje się mówić: możesz, wolno ci zniszczyć, ale stwórz coś w zamian.

Punktem wyjścia do działań następujących po sobie i elementem tworzącym „sytuację zerową” był stół, w którego blacie wywiercono otwory. Artyści, siedząc pod stołem, trzymali głowy ponad blatem. Pierwsze artystyczne działanie polegało na przykryciu głów papierowymi torbami z niewielkimi otworami, przez które „zakapturzone” osoby obserwowały otoczenie. W ten sposób dokonano unifikacji uczestników projektu; artystom narzucono anonimowość a następnie wykorzystano jako „rekwizyty” podporządkowane procesowi tworzenia. Katarzyna Kozyra, Agata Bartczak i Paweł Althalter podwiesili stół pod sufitem, zmieniając tym samym przestrzeń pod stołem z zamkniętej, „intymnej” na otwartą i „publiczną”. Artyści - w papierowych torbach na twarzach, pozbawieni granicy przestrzeni, którą był dotąd stół -musieli oznaczyć obszar „własny” trwaniem w jednej pozycji na krześle, które określało ich miejsce w trójwymiarowym układzie współrzędnych. Roman Woźniak, poprzez przewrócenie krzeseł i oparcie artystów plecami o podłogę, a następnie włożenie im marchewek w usta, zburzył zbudowany przez poprzedników porządek przestrzenny.

Kolejne działania prowadziły w labirynt nieoczekiwanych i nieprzewidywalnych zdarzeń – zarówno dla widza, jak i dla współdziałających w wydarzeniu. Odwrócenie blatu stołu, zamontowanie w otworach foliowych torebek, napełnienie ich wodą i „zasiedlenie” rybkami, ułożenie na podłodze szachownicy i gałęzi, przemieszczenie osób biorących udział w akcji i oznaczenie punktu, w którym dotychczas przebywali pozostałymi marchewkami, umocowanie na szachownicy lustrzanej piramidy i na koniec spalenie blatu stołu, od którego „wszystko” się rozpoczęło, to tylko niektóre z szeregu działań, których dokonano w trakcie seansu. Pogorzelisko, pozostawiające po sobie ślady spalenizny, stało się symbolem wyjścia z „obszaru wspólnego”.

„Obszar wspólny…” jako dokumentacja pewnych działań artystycznych, tym razem ujęta w antyramy i umieszczona w przestrzeni galerii, to swoista gra z widzem. Wystawa, w rozumieniu prezentacji samego dzieła przed odbiorcami, nie została, jak zwykle, przygotowana dla publiczności. Dzieło powstało bez „świadków”, którym pokazuje się jedynie fragment aktu twórczego, ujętego w statyczny obraz fotograficzny. Przed widzem uchylono zaledwie rąbek tajemnicy, pokazując mu coś, co działo się bez jego udziału.

O ile zatem pierwsza część Odsłony wydała mi się dość interesująca propozycją, tak znajdujące się w sąsiednim pomieszczeniu „wybory.pl” wywołały we mnie wrażenie hiperbolizowania nikłej treści ujętej mało wyszukaną formą. Druga część prezentacji jest bowiem powtórzeniem działań typu „Obszar wspólny, obszar własny” i z reguły jak każde powtórzenie specjalnie nie przyciąga już uwagi widza. Różnica polega na tym, że „Vive la liberté!” przedstawia pośrednio, za pomocą fotografii, artystyczny proces „stawania się” dzieła; „wybory.pl” proponują natomiast tylko ślady, które pozostały po jego tworzeniu.

W przygotowanej przez Althamera i Żmijewskiego zbiorowej wystawie wzięli udział dawni studenci Kowalni, m.in. Jacek Adamas, Paweł Althamer, Katarzyna Górna, Katarzyna Kowalska, Grzegorz Kowalski, Katarzyna Kozyra, Jacek Kubicki, Mariusz Maciejewski, Jacek Malinowski, Zbigniew Szczepański, Janek Tomza. Kuratorzy odszukali ponad 30 osób, z którymi w latach osiemdziesiątych dzielili doświadczenie Kowalni. Przypominając ćwiczenia prowadzone przed laty przez Kowalskiego, zaprosili ich do pracy na „obszarze wspólnym i własnym”.

Działania „reaktywowanej” grupy studentów przypominały znaną zabawę, kiedy jeden z uczestników gry zapisawszy kartkę zagina ją tak, by kolejny nie mógł przeczytać, co zostało napisane i dopisał własny fragment. Uczestnicy działali po kolei, podejmując artystyczne wyzwanie rzucone przez artystę, który tworzył wcześniej. „Niechcący” tworzyli porządek; tworzyli związki między działaniami ludzi; tworzyli zbieżności i rozbieżności. Zdaniem kuratorów akcje te to przypominają fakt „kopnięcia” złotej kulki – nie wiadomo, dokąd kulka się potoczy, kiedy się zatrzyma i w jakim układzie spocznie – są tak samo efemeryczne i chwilowe i co najważniejsze - niemożliwe do przewidzenia. „Wybory.pl” są też - według autorów wystawy - swoistą afirmacją ekspresji i kreacyjnej energii, która nieustannie buduje i niszczy, nawet już po zakończeniu działań prowadzonych przez artystów. Wymaga zatem od widza wielkiej wyobraźni, by aposteriorycznie poznał proces, którego świadectwem są tylko pozostałości, śmieci i odpadki. Jednocześnie widz, trącając – niechcący bądź celowo – kulkę - bierze udział w powstawaniu dzieła na nowo, przejmuje „obowiązek” dalszego tworzenia– świadomie lub nieświadomie. Przypomina mi to w pewien sposób niektóre doświadczenia sztuki kinetycznej, np. mobiles Alexandra Caldera, gdzie wiszące nieruchomo elementy dzieła wprawiane były w ruch przez oglądającą je publiczność. Ruch powodował, że dzieło można było odbierać w „czwartym wymiarze” – każdy widz aranżował przestrzeń, która była z kolei analizowana i znowu zmieniana przez kolejnego widza. Działania publiczności miały charakter niepowtarzalny i przypadkowy, podobnie jak zdarzenia w trakcie zwiedzania „wyborów.pl”. Problem polega jednak na tym, że obserwator „wyborów.pl” nie zmienia, poprzez swoje ruchy i oddziaływania na przedmioty, odbioru dzieła sztuki przez innych widzów - z prostej przyczyny. Nie może on na nowo tworzyć, nie mając do czynienia z samym dziełem, które powstało przez wcześniejsze akcje artystów, ponieważ dzieło to nie istnieje – zostały po nim tylko ślady. Kuratorzy twierdzą, że wystawa dokumentuję sztukę o jaskiniowej proweniencji, „pre- sztukę”, manifestującą kolorowymi plamami na podłodze, smugami spalenizny po spopielonych obiektach, zmiętymi papierami, stosami suchych liści, pozostałościami działań kilkudziesięciu osób proces powstawania sztuki w ogóle. W założeniu - nie ma autora, nie ma dzieła – są tylko ślady, którym można przypisywać różne znaczenia.

Moim zdaniem zbyt mało tych „znaczeń” zostało wskazanych. O wiele bardziej interesująca okazała się być dokumentacja działań artystów, niż ślady po procesie tworzenia. „Wybory.pl” można rozpatrywać tylko w kontekście warsztatów Kowalni – inaczej pozostaną niejasnym, bełkotliwym wysypiskiem przypadkowych przedmiotów, których nie zrehabilituje nawet pełna patosu wypowiedź kuratorów wyjaśniających domniemany sens wystawy.

„Obszar” – jako fotograficzne sprawozdanie wydarzeń artystycznych, jako swoisty fotoreportaż – spełnia swoje zadanie prezentacji zainteresowań i terenu działania grupy osób zajmującej istotne miejsce w sztuce polskiej współczesnej ostatnich dziesięcioleci. Natomiast „wybory.pl” , próba kolejnego powtórzenia tego typu działań i próba ich dokumentacji, były być może świetną zabawą dla artystów biorących udział w projekcie; dla zwiedzającego - niekoniecznie. Forma „śmietnika” wzbogaconego kilkoma zdjęciami nie była najszczęśliwszym rozwiązaniem prezentacji wydarzenia. Zaproszonym gościom proponuje się bowiem nie dobry obiad, ale brudne naczynia do pozmywania, aby z resztek jedzenia wywnioskowali, co było głównym daniem.

Warto zastanowić się, czy nawet genialny pomysł, powtarzany i „wałkowany” od kilku lat, nie staje się po prostu nijaki i zwyczajnie nudny.

 

Monika Lipińska 

 

dalej>>>

 

 
 
 
O nas | Działalność | Realizacje | Projekty | Nasze pisanie | Wywiady
Copyright 2006 ®SSW    Home    -   Forum   -   Księga Gości   -   Kontakt   Template by Finerdesign.com

webadmin > Paulina Bocianowska > art2day@op.pl > 4850387